ZDJĘCIA
Z WYPRAWY
Data wyprawy:
14.07.2006 - 07.08.2006 (na Bajkale)
Cel: Przepłynięcie Bajkału z pd na pn
Start - meta: Sludianka - Sewerobajkalsk
Dystans: około 700km (23dni płynięcia)
Uczestnicy: Piotr Opacian
Opinia / rekomendacje: Część południowa zbyt
szara i monotonna - wzdłuż brzegu ciągną się nasypy Krugobajkalskiej.
Za Listwianką robi się ciekawiej, im bliżej Olchonu tym lepiej.
Olchon i jego okolice są przepiękne jedyny minus to dużo ludzi.
Cudowny jest obszar Rezerwatu Bajkalsko-Leńskiego: naprawdę dziki
i piękny, mało ludzi; to numer jeden tej trasy. Skrajnie na północy
też ciekawie ale już nie tak dziko i pięknie.
Poniższy tekst, jak wskazuje tytuł, to tylko fragmenty
mojego pamiętnika z wyprawy na Bajkał z roku 2006. Przepłynąłem
to morze Syberii, jak nazywają Bajkał Rosjanie, samotnie kajakiem
od Sludianki na południu do Sewerobajkalska na północy wzdłuż
zachodniego wybrzeża. Zobaczyć Bajkał zawsze było moim marzeniem,
więc kiedy znalazło się trochę wolnego czasu, wybrałem się na:
ot taki "krótki wypad" na kajaki - obecnie moje ulubione
zajęcie - żeby nie dać zgnuśnieć kościom. Starałem się wybrać
te fragmenty tak by nie były dublowaniem artykułów, które mam
nadzieje pojawią się w prasie.
FRAGMENTY ZAPISKÓW Z WYPRAWY KAJAKOWEJ WZDŁUŻ
ZACHODNIEGO BRZEGU BAJKAŁU OD SLUDIANKI DO SEWEROBAJKALSKA
14.07.
Na stacji w Sludiance spotykam studentów z Poznania. Szybka myśl
i pytanie czy mają czas. Mają - nie ma na razie pociągów do Ułan
Bator. Idziemy nad Bajkał. Tam zostawiam cały swój majdan pod
ich opieką i idę w miasto. Załatwiam registrację na posterunku
milicji u miłej pani urzędnik i robię wielkie zakupy. Po powrocie
składam kajak i "moi studenci" testują Harpoona. W drogę!
Mam mało czasu by przepłynąć na zachodni brzeg, robi się późno.
16.07.
Mijam dwie kobiety i jednego mężczyznę. Ich łódź wyciągnięta na
kamienisty brzeg. Najprawdopodobniej turyści-wędkarze. Jedna z
kobiet pędzi do namiotu po aparat i kiedy przepływam robi mi serię
fotek - oh ta sława, nie spodziewałem się, że nawet na Syberii
mnie będą rozpoznawać - ci dziennikarze potrafią się kamuflować
: )) .
17.07.
Paskudnie pada od rana. Wyglądam przez szparę w namiocie i widzę
Listwiankę na przeciwległym brzegu - kilka dobrych kilometrów.
Dopiero po 12:00 zwijam obóz i w mżawce trawersuję zatokę Listwiennicznyj,
chowam się za cypel i rozbijam namiot na przytulnej plaży.
19.07.
Docieram do delty Gołoustnej. Widzę trzech mężczyzn na brzegu,
więc podpływam żeby zagadać. Wysilam swoją łepetynę, aby przypomnieć
sobie coś ze szkoły podstawowej i średniej, gdzie język rosyjski
bojkotowałem a tu słyszę język polski - no to trochę porozmawialiśmy.
Opływając deltę wpadłem wprost w łapy wodnego patrolu milicji.
Oj gdybym nie miał registracji to miałbym spore kłopoty!
21.07.
Dopływam do ujścia Buguldiejki - jakieś trzy kilometry w głąb
lądu leży osada o tej samej nazwie zamieszkana tylko przez Buriatów,
warto by kupić coś świeżego! Kajaka nie zostawię samego, ale widzę
czterech Nieburiatów z namiotem i samochodem. Podchodzę i pytam
czy nie popilnują mi kajaka - zgadzają się. Myślę przez chwilę
i jakoś mi się ten pomysł nie podoba. Mogliby mnie zawieźć samochodem.
Dla mnie łatwiej a i oni "nie znikną" w czasie mojej
nieobecności. Zaczynamy pertraktować. Za cztery piwa jeden wiezie
mnie do sklepu a reszta pilnuje kajaka - perfekcyjna organizacja!
Chyba jestem zbyt podejrzliwy.
22.07.
To najtrudniejszy dzień! Wiało bardzo mocno cały dzień. Mimo to
wyruszyłem w drogę. Nie chce się lądować na brzegu nawet za potrzebą
kiedy jest to jednoznaczne z "załapaniem kupy" wody
do kajaka na przybojówce, no ale przecież nie ma wyjścia. Tak
naprawdę oczywiście jest - butelka, ale tego nie lubię. Po południu
jest jeszcze gorzej. Płynę wzdłuż pionowych klifów bez żadnej
możliwości lądowania. Nadchodząca fala atakuje odbite fale i kajak
targany jest na wszystkie strony przez takie wyjątkowo nieregularne,
złośliwe fale. Jedyne wyjście to odejść daleko od brzegu.
23.07.
Pierwszy raz rozbijam namiot na płaskim podłożu - na piaszczystej
plaży na Olchonie, ale komfort! Zostawiam obóz i robię długą wycieczkę
wzdłuż stepowych grani Olchonu.
25.07.
Miło sobie drzemię na skrawku piaszczystej mini-plaży, oczywiście
jak zwykle na golasa. Plaża zamknięta z obu stron dość dużymi
głazami, więc czuję się bezpiecznie, aż tu nagle wyrywa mnie z
tej drzemki jakiś przytłumiony chichot. No skąd one się tu wzięły?
Dwie młode dziewczyny! A ja leżę na wznak i jeszcze na dodatek
najwyraźniej coś przyjemnego musiało mi się śnić.
27.07.
Płynę w stronę przylądka Arał. Na wodę schodzę już o 6:00. Jak
zwykle mgła o tej porze; niestety niezwykle zimna. Wiosłuje cztery
godziny bez przerwy, dokonując przeróżnych zabiegów, by rozgrzać
mokre, przemarznięte palce. Wreszcie poddaję się i na brzegu rozpalam
ognisko.
29.07.
Jest 22:37 a ja siedzę sobie przy stole i opisuję dzień przy lampie
naftowej! Jest jeszcze lepiej! Dwa metry ode mnie huczy w piecu
ogień a miłe ciepło rozchodzi się po całej zimowi. To pierwsza
otwarta zimowia, którą z przyjemnością zasiedliłem na jedną noc.
Położona jest bardzo urokliwie, niedaleko przylądka Szartłaj,
a wyjątkowo kolorowy zachód słońca pogłębił jeszcze moje doznania
estetyczne.
31.07.
Z wczoraj na dziś nocowałem znowu w zimowi - przed przylądkiem
Bolszyj Sołońcowy. Nie jest widoczna z brzegu, ale strażnicy Rezerwatu
Bajkalsko-Leńskiego poinstruowali mnie jak do niej dotrzeć. 50m
od brzegu. Kajak wrzuciłem na wózek i w tajgę. Powiedzieli mi
również, że często zachodzi tam niedźwiedź, więc trochę go wyglądałem
w nocy - ale nic. Rano skonstruowałem sobie solidną "wybuchową"
pochodnię i wybrałem się na spacer. Może go spotkam. Niestety
znowu nic. A może dobrze, bo czy ta pochodnia-odstraszacz by mi
pomogła?
01.08.
Rano, korzystając z tego że był silny wiatr ogoliłem sobie głowę.
Często to robię na wyprawach - nie lubię zbyt obfitego owłosienia
na sobie - wszystko gryzie i takie tam.
Około południa miałem najbliższe spotkanie z nerpą - endemiczną
foką bajkalską - jakieś 10m - niewiarygodne! Morze dosyć mocno
falowało. Wynurzyła się przed moim dziobem i jak to zawsze czynią
oddychała rozglądając się wolno wkoło a ja się do niej zbliżałem.
Jakimś zrządzeniem losu, zawsze kiedy spojrzała w moją stronę
fale zasłaniały jej niski kajak. I naraz spojrzeliśmy sobie z
bliska prosto w oczy, daję słowo, zamurowało ją. Jakieś tam ułamki
sekundy, a może sekundy trwało zanim się zebrała i dała nura w
głębiny.
03.08.
Budzę się rano i niestety ciągle pada. To moja druga noc u Iriny
i Wołodii na Ełochinie. Fajnie jest jeden dzień posiedzieć gdzieś
dłużej, ale potem to już mnie nosi. Mam nadzieję, że trochę przestanie
padać - choćby na czas zwinięcia namiotu, jak będę już w kajaku
do nie jest tak źle.
06.08.
Noc spędziłem w mojej trzeciej zimowi u wylotu Krasnego Jaru do
Bajkału. Ten jar jest naprawdę przepiękny. Zimowia zupełnie nowa,
musiała być postawiona w tym roku. Przed wypłynięciem zostawiam
na stole puszkę tuszonki i sos knorra w podziękowaniu za tak schludne
lokum. Blisko już do Sewerobajkalska, więc mogę sobie pozwolić
na taką nonszalancję z przedostatnia puszką.
07.08.
Siedzę sobie na cyplu przed Sewerobajkalskiem i smutno mi - no
cóż dopłynąłem! Pozostało tylko znaleźć jakieś dobre miejsce na
brzegu i złożyć kajak.
zamknij okno, żeby powrócić do strony głównej
KAZIK i MY