ZDJĘCIA Z WYPRAWY
Data: 7-10 czerwca 2007
Rzeka: Bug
Start: Gołębie
Meta: Włodawa
Dystans: 231km
Czas: 3,5 dnia
Uczestnicy: KS z Anką, POp z Iwoną i Przyjaciele: Witek + Dominika
Cel: Nawiązanie przyjaźni kimowsko-ukraińskiej na ziemiach pogranicza.
Podziękowania dla komendanta NOSG gen. bryg. Marka Dominiaka i wszystkich pograniczników, z którymi mieliśmy tylko bardzo miły kontakt.


Dzielni kajakarze: Krzysztof, Ania, Witek z Domi, Iwo i Piotr z ziębą.


Wspólne zdjęcie z komendantem i żołnierzem dyżurnym przed placówką NOSG w Kryłowie po krótkim wykładzie na temat jak pływać rzekami granicznymi.


Na miejscu rozpoczęcia spływu pełna asekuracja naszych pograniczników.


Jeszcze ostatnie przygotowania...


i płyniemy.


Leniwie,


choć duch rywalizacji iskrzy, członkowie KiM kontra przyjaciele.


Krzysztofie tak się nie robi! To przecież nasi goście!


Jak to na pograniczu, od czasu do czasu, dochodzi to krótkiej próby sił.


Piękne zakola Bugu


Krzysztof z Anią pokonują z należną im gracją.


Dzięki członkom KiM kajakarstwo zatacza coraz to szersze kręgi.


Dopływa Witek ze swoją ukochaną


a kochać znaczy patrzeć w tym samym kierunku.

 

Dzięki info od pograniczników docieramy do starego ukraińskiego cmentarza.

 

Wśród kępy drzew na wzgórzu pomniki niestety powoli ulegają dezintegracji.


Pobudki poranne to 5:00.


Rzeka spowita we mgle a źdźbła traw uginają się pod ciężarem rosy - nie każdemu chce się wstawać.


No proszę Anka jako pierwsza.


O 6:00-7:00 słońce rozprasza mgłę


a nasze maszyny czekają niecierpliwie na wodowanie.


Na pamiątkę przy numerze 873.


W promieniach coraz silniejszego słońca uratowana zięba odzyskuje siły po hipotermii w wodach Bugu. Po godzinie już bardzo żwawa odleciała w pobliskie krzewy.


Faceci wiosłują a one kibicują.


Ja Tobie a Ty mi.


W promieniach popołudniowego słońca brzeg ukraiński wydaje się piękniejszy.


Panowie co by tu wykombinować?


Może tak skok na Anię?


No to dawaj.


Chłopcy się podpalili i trochę przesadzili.


I tyle ich było widać.


Witek eksploruje wysoki ukraiński brzeg i nawet się nie spostrzegł, kiedy nielegalnie przekroczył granicę państwa.


A Krzyśkowi chyba pomyliły się kierunki.

Ten kawał chłopa to na primabalerinę raczej nie wygląda.


Krzysztof z żalem ostatni raz spojrzał na przyjazny Bug


i pomaszerował przez nadbużańskie pola do Warszawy.

zamknij okno, żeby powrócić do strony głównej KAZIK i MY