Mroga i Mrożyca
02.04.2006 r.


Gruby zawsze coś wymyśli, np. Mrogę

Jakiś czas temu Gruby zwierzał się na łamach tej strony, że planuje spłynąć kajakowo Mroga, Bzurą i Wisłą do Gdańska.
W tym momencie zwróciliśmy z Kazikiem uwagę na rzekę Mroga. W ubiegłym roku był w niej ciągle niski stan wody i nie zrealizowaliśmy planów rozpoznania tej rzeki.
Kiedy w marcu br. napisałem, że rozważamy spłynięcie Mrogą, Gruby nie odpuścił i napisał:

Proponuje Mrogę bo mnie tez męczy i miałbym jakies info.

Rozłożyłem, więc mapę Okolice Łodzi i wyszło, że najbliżej byłoby z Warszawy do Głowna, a w ogóle to obok Mrogi coś tam płynie w zalesionym jarze. To coś nazywa się Mrożyca i wpada w Głownie do Mrogi.
Jednym słowem można pomóc Grubemu i poeksplorować zwałkowo.
Dziwne tylko, ze Ci z Łodzi nic o niej nie wspominali. Nawet poprzedni właściciel mojego fioletowego Diablo, jeździł z nim po innych rzekach. Czyżby była aż tak zanieczyszczona? A może jednak ma kilka zwałek, których jeszcze nie odkryła Fundacja >Szansa< i do dzisiaj nie udrożniono tego szlaku?
Jednym słowem zaczęło męczyć i mnie.
Dlatego też namówiłem kolegów z KiM oraz zaprzyjaźnionych Habazi i 2 kwietnia, dobrze rozgrzani po górnej Jeziorce, pojechaliśmy na tę eksplorację.
Miejsce startu mogło być tylko jedno – most w miejscowości Nowostawy Dolne, około 9 km przed Głownem. Metę wyznaczyliśmy 9 km za Głownem w miejscowości Boczki. Ostrożnie, bo poprzedniego dnia dwójka uczestników miała się zjawić o godz. 16.00 na uroczystości rodzinnej, a do mety dopłynęli o 19.00.
Uznaliśmy, że dobrze byłoby wrócić do Warszawy przed północą.
Mrożyca spodobała się nam od startu. To wije się w olchowym lesie, to płynie prosto. Ma wyraźny spadek, jest trochę przeszkód, jakieś zastawki, zdarzają się solidne kłody w korycie i trzeba wtedy stosować zaawansowane techniki pokonywania przeszkód, choć w sumie jest znacznie łatwiejsza od wczorajszej Jeziorki.
Przed Głownem szeroko rozlana, to już sygnał, że zbliżamy się do zbiornika elektrowni wodnej.
W mieście śmietnik w rzece, wypływamy na Mrogę, dopływamy do prożka z bystrzem, rzeka rozlewa się i łagodnieje. Po drodze ze dwie przeszkody, no i dwa młyny - konieczna przenoska.
Spływ kończymy koło młyna w Boczkach, zadowoleni z dzisiejszej wycieczki.

Gruby, dziękujemy za podsunięcie pomysłu.
Możesz spokojnie realizować swój plan spływu do Gdańska.
Pamiętaj, że w Sochaczewie masz Sebę. Celuj w sobotę, bo wtedy siedzi w domu. W środku tygodnia buszuje na terenie Maryana.

Letman