Wilanówka
17.04.2006 r.

Michał, z którym w maju ub. roku przepłynąłem Jeziorką i Wilanówką wygospodarował pół Wielkanocnego Poniedziałku i od tygodnia namawiał mnie na Świąteczne pływanie, kusząc wysokim stanem wody w Wilanówce.
Ostatecznie zgodziłem się pod warunkiem, że zaczniemy powyżej syfonu pod Jeziorką.
Michał sprawdził ten odcinek rzeki i zaproponował start w Habdzinie, na granicy z Jeziorną.

Wystartowaliśmy o 7.30, bo już o 13.00 Michał musiał być czyściutki przy wielkanocnym stole.
Wodowaliśmy tuż za oczyszczalnią ścieków fabryki papieru, ale wiedzieliśmy, że ścieki nie grożą nam w Kanale Habdzińskim, bo wcześniej wypatrzyliśmy w Jeziorce fabryczną rurę spustową.
Kanał Habdziński, stanowiący odcinek źródłowy Wilanówki, przywitał nas rzęsistym deszczem.
Początek dzisiejszego odcinka to 2-3 metrowej szerokości kanałek pełen ubiegłorocznej trzciny. Po 200 metrach dopłynęliśmy do jeziorka ukrytego pośród pola trzciny. W dalszej części kanałku wypatrzyliśmy parę łabędzi, które towarzyszyły nam płynąc kilkaset metrów przed nami.
Łabędziom udawało się jakoś przebijać przez bagnisty, zarośnięty trzciną, ni to kanał, ni to rozlewisko. Nam szło znacznie gorzej. Wiosłować nie było gdzie, a nadgniłe, ubiegłoroczne trzciny zostawały w rękach, przy próbie ciągnięcia kajaka do przodu.. Te tegoroczne dopiero wychodziły z wody.
Mimo to, jakoś udało nam się dotrzeć do spławnego kanału. Kanałem tym dotarliśmy do mostku w miejscowości Opacz. Michała zaskoczyło, że Opacz dochodzi tak blisko Wisły. Z kępy drzew pomiędzy Wilanówką i Jeziorką, wypłoszyliśmy dorodnego jastrzębia. Jeszcze dopływ z prawej, po czym wpłynęliśmy w ostatni odcinek kanału z widoczną na końcu kratą zabezpieczającą syfon Wilanówki.
Po dotarciu do Jeziorki zaskoczyliśmy samotnego wędkarza stojącego pod progami nad syfonem.
Bo to zamiast wodować na Jeziorce i spłynąć w dół, przeprawiliśmy się na druga stronę rzeki i zniknęliśmy za wałem przeciwpowodziowym. Jacyś masochiści, lubujący się w bieganiu z kajakami, pomyślał.
Znany nam już odcinek Wilanówki za syfonem mogliśmy porównywać do naszego poprzedniego spływu. Wody więcej, zwałki widoczne w całej okazałości, podobnie jak i nadbrzeżne zabudowania, które nie zdążyły jeszcze ukryć się w wiosennej zieleni.
Najbardziej ciekawiło nas, czy będzie już zamieszkała parcela w Okrzeszynie, przez środek, której przepływa rzeka Wilanówka. Dom nie jest jeszcze zamieszkały, tylko antena telewizyjna na dachu przyczepy campingowej próbowała sugerować, że ktoś tutaj przemieszkuje. Ale na pewno nie dzisiaj. Płot ponad metr na lustrem wody, pełna kultura, w odróżnieniu od okolicznych łąk, zaopatrzonych w duże ilości drutu kolczastego.
Popas zrobiliśmy na końcu wsi, budząc zainteresowanie mieszkańców świeżo zasiedlonych domów, zasiadających do świątecznego śniadania.
W drugiej części wycieczki przyspieszyliśmy. Mniej zdjęć, żadnych kontemplacji tak, aby Michał mógł wykazać szacunek swoim gościom.
Po drodze podziwialiśmy inwencję architektów. Największe wrażenie zrobił na nas dom o nietypowym kształcie z elementami elewacji utrzymanymi w kolorze szarym i krwisto czerwonym.
Wycieczkę zakończyliśmy przy ulicy Zygmunta Vogla w Wilanowie.

Letman