| Wisła
25.02.2006 r.
Śniadanie na krze.
Jak Szyper zadzwoni, to od razu wiadomo, że ma ciekawą propozycję.
Poinformował, że na Wiśle nie ma już lodu i zachęcał, abyśmy w sobotę
spłynęli z Góry Kalwarii. Na koniec, zgodził się nawet bym pospał trochę
dłużej.
Już w trakcie domowego śniadania zaświeciło słońce, zapowiadając piękny
dzień.
Popłynęliśmy we trzech, na starcie zjawił się jeszcze Kazik.
Na początku były trudne męskie rozmowy. Ja przyznałem się do trzech kilogramów
nadwagi, za innych nie będę się wypowiadał.
Widok mew przypomniał nam o dyżurnym temacie mediów, czyli ptasiej grypie.
Zaczęliśmy się zastanawiać. Jest to histeria, czy też poważne zagrożenie
dla kajakarzy?
Jeśli tak, to kto powinien skoordynować prace środowiska kajakarzy związane
z oceną zagrożenia.
Jeszcze można pływać, czy już nie?
Jak zachowywać się w przypadku kontaktu z zarażonym ptakiem? W końcu to
rzeki i jeziora są naturalnym siedliskiem ptactwa wodnego.
Czy którakolwiek z instytucji roszczących sobie prawo do reprezentowania
środowiska kajakarzy, uzna, że to właśnie jej wypada zająć się ta sprawą.
A może lepiej, żeby wziął się za to autorytet? Jego zaleceń na pewno posłuchają.
Choć w obecnych czasach...
Na wszelki wypadek śniadanie zjedliśmy na jedynej większej krze, zdolnej
unieść trzy kajaki.
Samopoczucie poprawił nam szybujący orzeł. Tutaj spotkaliśmy go po raz
pierwszy.
To jednak leśniczy, spotkany na Kanale Łasica, miał rację. Populacja tych
ptaków w Kampinosie ( i rejonie Warszawy) powiększa się, co roku o kilka
osobników.
Na widok kominów EC Siekierki wzięliśmy się za aparaty fotograficzne.
Piotr potrzebuje pilnie zdjęć do plakatu pikniku kajakowego. Koniecznie
kajaki i motyw warszawski.
Na początek Kazik na tle PKiN-u widocznego zza kominów. Potem most. Ale
najładniej wyszło wysokie Centrum sfotografowane sprzed Mostu Siekierkowskiego.
Powinien coś wybrać.
Kończąc wycieczkę na Cyplu Czerniakowskim, umawiamy się na przyszłą sobotę.
Jeszcze powinno być w miarę bezpiecznie.
Letman
|
|